Dg8wRzmW0AAi9jn

Po niezwykle emocjonujących zmaganiach grupowych, pełnych pięknych bramek, ale także wielu kontrowersji, z niezwykłą niecierpliwością wyczekiwano startu fazy pucharowej MŚ. Apetyty kibiców miały zostać zaspokojone nie przystawkami, ale wysokiej jakości daniami głównymi, serwowanymi już od samego początku. Batalia o udział w ćwierćfinale tegorocznego mundialu rozpoczynała się bowiem od starcia wicemistrzów świata z finalistami EURO 2016. Mimo że rywalizacja na Arenie w Kazaniu była udziałem wielu renomowanych piłkarzy, na czele z Messim, Griezmannem i Pogbą, to sobotnie popołudnie skradł pewien nastolatek urodzony już po zdobyciu ostatniego tytułu najlepszej drużyny globu przez Les Bleus.

Już wiele miesięcy przed startem rosyjskiego czempionatu było jasne, że to ostatni moment dla „złotego pokolenia” argentyńskiej piłki, aby osiągnąć coś także w dorosłym futbolu. Nikt już bowiem nie pamięta trzech triumfów na Mistrzostwach Świata U-20 na przestrzeni minionych 17 lat. Znacznie bardziej w pamięć wrył się zespół wiecznie pokonanych, którzy schodzili ze spuszczonymi głowami po poprzednim mundialu, a także dwóch ostatnich edycjach Copa América.

Przed długi moment fazy grupowej ekipa Albicelestes była wskazywana nie tylko jako największe rozczarowanie turnieju, ale także stała się głównym obiektem drwin. Całości nędznego obrazu dopełnił biorący zły przykład z ekspresji Przemysława Cecherza przy linii bocznej Jorge Sampaoli, który nie dość, że nie wypracował sobie najmniejszego autorytetu u swoich podopiecznych, to jeszcze zupełnie nie trafiał z decyzjami personalnymi.

Optymizm u kibiców z Ameryki Południowej wzmogło wyeksponowanie głosu Leo Messiego przy dobieraniu wyjściowego zestawienia. Dzięki temu do podstawowego składu reprezentacji Argentyny wrócił Éver Banega, a na ławce rezerwowych usiadł kompromitujący się od pierwszych minut MŚ 2018 Willy Caballero. Do wielu wyborów cały czas można było jednak mieć spore zastrzeżenia. Trudno bowiem w racjonalny sposób wytłumaczyć regularne występy od pierwszej minuty Javiera Mascherano, który pod wieloma względami nie pasuje już do futbolu na najwyższym poziomie, czy też Ángela Di Maríi, będącego tłem nawet dla takich piłkarzy, jak Cristian Pavón czy Maximiliano Meza. Tymczasem kolejne pojedynki z pozycji siedzącej obserwował Paulo Dybala…


Albicelestes udało się jednak odnieść, choć w gigantycznych bólach, zwycięstwo nad Nigerią i zameldować w gronie szesnastu najlepszych ekip globu. Na ich szczęście, los przydzielił im zespół, który również zebrał po zmaganiach grupowych wiele negatywnych recenzji od różnej maści ekspertów. Jedni zwracali uwagę na to, że kadra prowadzona przez Didiera Deschampsa to po prostu drużyna turniejowa, która rozkręca się dopiero w najważniejszych rundach czempionatu.

Większość głosów, także nad Sekwaną, stanowiły natomiast obawy, że Trójkolorowi potkną się na pierwszej poważnej przeszkodzie i zostaną srodze ukarani za swoje kunktatorstwo w rywalizacji z Danią. Główne zarzuty kierowano pod adresem nie najlepiej dysponowanych liderów francuskiej ofensywy: Kyliana Mbappé i Antoine’a Griezmanna, którzy zakończyli fazę grupową z gorszym wynikiem bramkowym niż Yerry Mina i Denis Cheryshev, a dodatkowo odstawali statystycznie nawet od zawodzącego w dwóch pierwszym potyczkach gwiazdora Barcelony.


Mimo że stawka meczu nie była nadzwyczaj wysoka, wszak to “tylko” początek fazy pucharowej, to obie ekipy rozpoczęły popołudniowe starcie nieco zachowawczo. Les Bleus szukali pomysłu na rozegranie akcji ofensywnej przez środek pola, co wynikało w dużej mierze z obecności w tej strefie boiska Mascherano. Obecne warunki motoryczne coraz mocniej zasłaniają wszystkie atuty byłego pomocnika Liverpoolu. Jeszcze przed upływem 10. minuty “el Jefecito” zupełnie nieodpowiedzialnie sfaulował rywala tuż przed polem karnym i tylko gigantycznemu szczęściu wynikającemu z tego, że Griezmann trafił w poprzeczkę, udało się Argentyńczykom uniknąć fatalnego początku.


Szarże Mbappé zdecydowanie zmotywowały reprezentację mistrzów świata z 1998 roku. Nastoletni gwiazdor PSG postanowił uruchomić swoje gigantyczne przyśpieszenie, a Rojo pozostało tylko nieprzepisowe zatrzymanie paryżanina w polu karnym. Skutecznym egzekutorem “jedenastki” okazał się bohater największej transferowej telenoweli ostatnich miesięcy, który postanowił ostatecznie pozostać w drużynie dowodzonej prze Diego Pablo Simeone. To była fatalna informacja dla podopiecznych Sampaoliego, gdyż Trójkolorowi jeszcze nie przegrali, gdy były gracz Realu Sociedad wpisywał się na listę strzelców.


Na tym jednak problemy dwukrotnych mistrzów globu się nie skończyły. Młodsi koledzy Diego Maradony płacili bardzo wysoką cenę za fatalnie dobraną taktykę. Statyczny środek pola przegrywał pojedynki niemal w każdej akcji, a wystawiony na pozycji “fałszywej dziewiątki” Messi sprawiał wrażenie równie zagubionego, jak w meczach z Chorwacją i Islandią.

Wydawało się więc, że jedyną szansą Argentyńczyków na nawiązanie jakiekolwiek walki z finalistą ostatniego turnieju o prymat na Starym Kontynencie będzie przeprowadzenie roszady w przerwie i wstawienie do jedenastki rasowego snajpera. Zupełnie niespodziewanie futbolowa rzeczywistość postanowiła rozpisać inny scenariusz. Nieco rozluźnieni Francuzi zostawili bez opieki Di Marię, a ten fantastycznym strzałem doprowadził do wyrównania, akcentując swój udział już na pięciu ważnych imprezach reprezentacyjnych.


Nadal należało się jednak spodziewać, że wsparcie dla Messiego pojawi się już od początku drugiej części gry. Tymczasem Sampaoli zdecydował się na zdjęcie Rojo i wprowadzenie… kolejnego stopera. Zanim jednak rozpoczęły się dyskusje o przydatności Federico Fazio, Argentyna wyszła na prowadzenie. Całkowicie przypadkowe uderzenie zaskoczyło wszystkich, zwłaszcza samych Francuzów, którzy po 32 latach przerwy znów stracili dwie bramki w jednym meczu fazy pucharowej MŚ.

Jeśli ktoś sądził, że to będzie cios, który znokautuje Tricolores, to błyskawicznie przeżył ogromne rozczarowanie. Do miana autorów najpiękniejszych trafień na rosyjskim turnieju postanowił bowiem zgłosić swoją kandydaturę także Benjamin Pavard. Defensor Stuttgartu udoskonalił dzieło, które wyszło spod nogi Nacho Fernándeza w grupowym pojedynku Hiszpania – Portugalia.


Po godzinie gry kontrowersyjny selekcjoner Albicelestes zdecydował się końcu na wprowadzenie na murawę Sergio Agüero, ale uczynił to dopiero, gdy Mbappé zmusił Franco Armaniego do kapitulacji. Zanim napastnik Manchesteru City zdołał zaliczyć pierwszy kontakt z piłką, porównywany do samego Thierry’ego Henry’ego 19-latek mógł w objęciach kolegów świętować dublet jako drugi najmłodszy gracz w historii mundialu.


Kazańska rywalizacja była kolejną taktyczną kompromitacją Sampaoliego. Najpierw z niezrozumiałych względów 58-letni szkoleniowiec zdecydował się na wystawienie osamotnionego w linii ataku Leo Messiego, a następnie pochopnym zdjęciem w przerwie Rojo doprowadził do rozkładu defensywy, która mogła się cieszyć, że skończyła mecz “tylko” z czterema golami po stronie strat.


Didier Deschamps po zakończeniu najlepszego widowiska tych mistrzostw mógł natomiast triumfalnie ogłosić, że wszelkie plotki na temat “śmierci” jego zespołu były zdecydowanie przedwczesne. Podobnie jak głosy, że Mbappé pochopnie otrzymał koszulkę z numerem “10”, noszoną wcześniej przez samego Zinédine’a Zidane’a. Sobotnie “One Man Show” drugiego najdroższego piłkarza świata może być początkiem narodzin przyszłych mistrzów świata.

WC2018 FIFA World Cup Russia 2018 WC2018

Flag of Poland Francja 4:3 Argentyna northern_ireland

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *