4856901-1021x580

West Ham United rozpoczął sezon od zdobycia zaledwie trzech punktów w pięciu meczach Premier League. W opinii wielu obserwatorów to właśnie fatalna postawa Młotów jest największą sensacją obecnych rozgrywek, przebijającą nawet udany start Evertonu, Watfordu czy West Bromu. Ekipa Slavena Bilicia poprzedni sezon zakończyła na wysokim siódmym miejscu i po przenosinach na Stadion Olimpijski miała uczynić kolejny krok naprzód. Jak dotychczas przeprowadzka z legendarnego Upton Park nie wyszła Młotom na dobre.

Przed sezonem kibice West Hamu wiązali z występami swoich ulubieńców spore oczekiwania. Udane poprzednie rozgrywki tylko wzbudziły apetyt na kolejne sukcesy, podobnie jak letnie okienko transferowe. Poza zakupami kilku niezłych piłkarzy, udało się powstrzymać odejście tego najważniejszego – Dimitriego Payeta. Po udanym EURO 2016 Francuz nie mógł narzekać na brak ofert, jednak ciekawy projekt, jaki zaczął tworzyć się tego lata we wschodnim Londynie, skłonił go do pozostania w stolicy Anglii. Takimi wypowiedziami na pewno wzbudził również jeszcze większą sympatię kibiców.

“Słyszałem o zainteresowaniu i tylko mi to schlebia, ale ja kocham West Ham. Mieliśmy fantastyczny sezon, a teraz nie mogę doczekać się gry na Stadionie Olimpijskim. Na sto procent zostaję tutaj. Mogę wszystkich kibiców o tym zapewnić”

Poprzedni sezon zakończył 112-letnią historię występów West Hamu na Upton Park. Dla wszystkich związanych z klubem był to niezwykle trudny moment, w którym pojawiło się mnóstwo wątpliwości i pytań, które podzielał także menedżer Slaven Bilić. Trudno było przypuszczać, że piłkarze Młotów poczują się na nowym obiekcie od razu jak u siebie w domu.

“U siebie trzeba stworzyć wrogą atmosferę, nieprzyjazną dla gości – taką, jaką mieliśmy na Upton Park. Tutaj nie ma na to szans, zapomnijcie o tym. Kiedy grałeś z Arsenalem na Highbury, czułeś, że czeka na Ciebie coś niebezpiecznego. Po ich przenosinach na Emirates piłkarze zaczęli tam robić sobie “selfie” i czar prysł”

Przenosinom na Stadion Olimpijski, oprócz lekkiego zmartwienia, towarzyszyła jednak przede wszystkim spora ekscytacja. Możliwość występów na obiekcie mogącym pomieścić 60 tysięcy widzów to przecież duże wyróżnienie, a także okazja do jeszcze większej popularyzacji klubu. Na razie West Ham nie ma większych kłopotów z tym, aby zapełnić trybuny, gdyż na każdym meczu pojawia się niemal komplet. Komfort oglądania jest jednak gorszy niż na starym stadionie, a to choćby ze względu na znaczne oddalenie trybun od płyty boiska. Anglicy nie są przyzwyczajeni do tego typu układu, więc nie ulega wątpliwości, że były zawodnik Młotów Billy Bonds nie czułby się idealnie podczas oglądania meczu choćby na dawnym Stadionie Śląskim…

“Uważam, że to nie jest stadion piłkarski. Boisko wygląda jak wyspa na środku jeziora. Bardzo słabo wszystko widać, a Slaven Bilić musi pokonać 20 metrów, żeby dojść od ławki do linii bocznej. To jednak nie ma znaczenia – kibice nadal muszą ich wspierać. Teraz to jest nasz dom, będziemy tu przez długi czas”

Poza klubowymi legendami, do nowego obiektu nadal nie mogą przywyknąć sympatycy niezwykle związani z Upton Park. Puszczane przed meczem bańki mydlane oraz słynny hymn “I’m Forever Blowing Bubbles” nie wywołują już takiego samego efektu, zwłaszcza kiedy stewardzi bez przerwy zwracają uwagę na to, że nie wolno kibicować na stojąco. Właśnie do takiego incydentu doszło podczas przegranego meczu z Watfordem, w wyniku czego kilkunastu najbardziej krewkich fanów musiało opuścić stadion. Nie byli oni zadowoleni z poleceń służb porządkowych, przez co zaczęli toczyć walki z kibicami przeciwnika, a nawet… pomiędzy sobą. Sprawa na szczęście nie zakończyła się aresztowaniami przez policję, ale West Ham mimo wszystko poprosił funkcjonariuszy o większą pomoc podczas następnych spotkań. Miejscowy oficer Peter Terry nie wyraził jednak na to zgody ze względu na niezadowalający system komunikacji radiowej na obiekcie. Następne mecze na Stadionie Olimpijskim będą więc znowu stanowić spore wyzwanie dla pozostawionych samym sobie służb porządkowych.


Być może nie byłoby problemów z zachowaniem kibiców, gdyby Młoty zachwycały na boisku. Niestety, na tutaj również nie ma powodów do zachwytu, co wywołuje coraz większą frustrację u Bilicia. Trudno się dziwić, w końcu więcej bramek w tym sezonie od West Hamu (13) straciło tylko ostatnie w tabeli Stoke (14)!

“Mamy duży problem do rozwiązania, a wszystko zaczyna się ode mnie. Nie możemy powiedzieć, że brakowało nam szczęścia. Byliśmy po prostu słabsi. Popełniliśmy zdecydowanie zbyt dużo błędów od początku sezonu. Jeśli nadal będziemy bronić w ten sposób, to nie wygramy w tej lidze żadnego meczu! Jesteśmy słabi i to jest nasz kłopot”

csljve6waaavxhk

Dla Bilicia jako byłego znakomitego obrońcy oglądanie “popisów” swoich defensorów musi stanowić podwójny ból. W każdym z dwóch ostatnich meczów West Ham dał sobie wbić aż 4 gole i nawet mimo tego, że sam odpowiadał dwoma trafieniami, zawsze kończyło się porażką. A zaczęło się jeszcze w sierpniu, gdy Młotom tradycyjnie już nie udało się awansować do fazy grupowej Ligi Europy. Na drodze West Hamu ponownie stanęła rumuńska Astra Giurgiu, co spowodowało ogromne rozczarowanie wśród fanów. Wszyscy liczyli na miłą przygodę w Lidze Europy, która pozwoli zapełnić trybuny oraz będzie stanowić nagrodę za udany poprzedni sezon.

Z tamtej ekipy zostały jednak tylko nazwiska, a po kompromitacji w Europie przyszedł kiepski początek sezonu w lidze. Terminarz nie był zbyt sprzyjający, bo już na początku trzeba było się mierzyć z Chelsea i Manchesterem City na wyjeździe, ale wysokie porażki z Watfordem i West Bromem jest już zaakceptować znacznie trudniej. Na nic zdaje się dobra forma Michaila Antonio, który jest liderem klasyfikacji strzelców z 5 trafieniami oraz coraz bardziej rozkręcającego się Payeta. West Ham z siedmioma golami na koncie ma tylko jedno trafienie mniej od trzeciego Tottenhamu, ale co z tego, jeśli cały wysiłek graczy ofensywnych marnują obrońcy. Mecz z West Bromem pokazał po raz kolejny, jak wiele pracy przed piłkarzami West Hamu.

“Bilić mówił, że stracili czwartego gola jak amatorzy. Przecież to samo zrobili tydzień temu z Watfordem, więc jak dużo pracowali nad tym w tygodniu, aby uniknąć takich pomyłek? Mam poważne wątpliwości, co do tego, czy kładą na to odpowiedni nacisk na zajęciach. Odpowiednia komunikacja to podstawa w defensywie, wtedy łatwiej również uniknąć prostych błędów. Slaven jako były znakomity obrońca powinien zacząć budowę drużyny właśnie od obrony, a w tym sezonie tego nie widać” – Ian Wright, były napastnik Arsenalu

Chorwacki menedżer dosyć nerwowo poszukuje rozwiązania problemu, co widać po sporych roszadach w zestawieniu linii obronnej. Przeciwko West Bromowi w składzie wybiegło dwóch nowych defensorów, a we wcześniejszych meczach zmianie ulegało także ustawienie taktyczne zespołu. Przeciwko Manchesterowi City zagrało trzech klasycznych obrońców, a potem Bilić znów wrócił do formacji z czterema. Według byłego menedżera Młotów Alana Curbishleya taki brak stabilizacji jest jedną z głównych przyczyn słabych wyników drużyny.

“W tym sezonie chyba nie było dwóch meczów z rzędu, kiedy West Ham grał w takim samym zestawieniu w obronie. Taki chaos nie pomaga drużynie, obrońcy nie są w stanie złapać odpowiedniego zgrania. To główny problem Bilicia”

48-letni szkoleniowiec musi jednak działać, aby szybko poprawić wyniki, gdyż jego notowania wśród właścicieli nie są tak mocne, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Świadczą o tym choćby przerwane niedawno rozmowy na temat przedłużenia kontraktu, który wygasa za dwa lata. Fani liczą, że obrońcy przestaną popełniać proste błędy już od najbliższego meczu z Accrington Stanley w Pucharze Ligi. Bilić podkreśla, że limit pomyłek dla jego drużyny się wyczerpał i od tego spotkania The Hammers muszą zacząć wygrywać.

“Jeśli szybko nie zaczniemy gromadzić punktów, możemy wpaść w niezłe tarapaty. Zanim rozpocznie się przerwa na mecze reprezentacji, czekają nas trzy niezwykle ważne mecze u siebie [poza Accrington w EFL Cup, także ligowe z Southampton i Middlesbrough – przyp. red]. Każdy z nich jest dla nas jak finał pucharu”

Tak słabego początku West Ham nie miał od sezonu 2010/11, gdy w pięciu pierwszych meczach zgromadził zaledwie jeden punkt i ostatecznie spadł z ligi. Teraz takiego scenariusza nikt na Stadionie Olimpijskim nawet sobie nie wyobraża, ale nie ma wątpliwości, że na razie zmiany nie wyszły Młotom na dobre. Być może problemy z obroną rozwiąże pozyskany w ostatnich godzinach okienka transferowego Alvaro Arbeloa, który ma zastąpić zawodzącego na prawej obronie Sama Byrama. Były gracz Realu Madryt w ostatnich latach raczej nie stanowił o sile Królewskich, jednak nadal prezentuje na tyle solidny poziom, aby okazać się dużym wzmocnieniem. Bardzo prawdopodobne, że Hiszpan zadebiutuje już przeciwko Accrington.



Wyniki West Hamu powinny się unormować również w momencie, gdy do zdrowia i pełni formy powrócą kontuzjowani zawodnicy. Wśród nich nadal znajdują się choćby Andy Carroll czy pozyskany latem za ponad 20 mln £ André Ayew. To najdroższy transfer w historii klubu, więc apetyty względem Ghańczyka zostały niezwykle rozbudzone. W Swansea oraz Marsylii udowodnił jednak swoją klasę, więc wydaje się, że również na Stadionie Olimpijskim powinien przynieść kibicom wiele radości. Fani Młotów muszą się jednak uzbroić w cierpliwość i przełknąć gorzką pigułkę. Zbawienna może okazać się majacząca już na horyzoncie kolejna przerwa na mecze reprezentacji. West Ham już niebawem powinien opanować kryzys i wrócić na właściwe tory, bo ma po prostu zbyt dobrych piłkarzy w kadrze, aby pałętać się w okolicach strefy spadkowej. W najbliższych tygodniach Bilić musi jednak mocno popracować ze swoimi podopiecznymi nad defensywą, bo w przeciwnym razie największym postrachem dla rywali będzie tylko ich wojowniczy przydomek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *