DgiBzvqXcAAvIZL

Reprezentacja Polski zakończyła już swój udział w Mistrzostwach Świata i powróciła do kraju. Zgodnie z doniesieniami medialnymi, umowa selekcjonera Biało-Czerwonych wygasła wraz z ostatnim meczem na mundialu, jednak Zbigniew Boniek będzie musiał teraz zdecydować, co dalej: zaufać Nawałce i powierzyć mu dalej prowadzenie drużyny narodowej, czy może po kompromitującym występie na czempionacie w Rosji wprowadzić kogoś nowego, kto od początku będzie układał zespół na swoją modłę. Postanowiliśmy rozważyć argumenty zarówno za jednym, jak i drugim rozwiązaniem.

DLACZEGO NIE?

Kompletne zatracenie stylu

Przed rozpoczęciem rosyjskiego czempionatu Adam Nawałka jawił się w oczach polskich kibiców jako trener zawsze dobrze przygotowany, zdyscyplinowany, który wie, kiedy swoim zawodnikom trochę popuścić, a kiedy wprowadzić rygor. Często przytaczano nagrania z lat, gdy prowadził Górnika Zabrze ze swoim nieodzownym zwrotem „faken, zapisz to”. Słowem: perfekcjonista, który chce mieć pod kontrolą każdy fragment boiska i mieć w rękawie rozwiązanie taktyczne na każdą okoliczność. Tak było do meczu z Senegalem. Od tego momentu widzieliśmy już Nawałkę kompletnie pogubionego. Biało-Czerwoni nie wypracowali żadnego stylu, a zawodnicy skarżyli się, że nie wiedzieli, które rozwiązania taktyczne wdrożyć. Do tego katastrofalne błędy, brak rozwiązań w ataku i zamieszanie z ustawieniem zespołu.


Po starciu z Lwami Terangi rozpoczęło się polowanie na winnych. Od pierwszej minuty w “meczu o życie” z Kolumbią wyszedł między innymi Dawid Kownacki, który w eliminacjach do tegorocznego mundialu nie zagrał ani minuty! Można rzecz, że były to ruchy topielca, który kolejnymi krokami tylko pogarsza swoją i tak już nie najlepszą pozycję. Właśnie zatracenie boiskowej tożsamości powoduje, że nie chcielibyśmy więcej oglądać Adama Nawałki w roli selekcjonera. Niewątpliwie ostatnie ruchy krakowskiego trenera doprowadziły także do pogorszenia jego pozycji nawet w oczach dotychczasowych zwolenników.




Zbytnie przywiązanie do nazwisk i taktyczna zawierucha

Tuż po inauguracyjnym spotkaniu bardzo mądrze poczynania Nawałki wypunktował Tomasz Hajto, który porównał klubowe dokonania kadrowiczów z czasów EURO we Francji i MŚ w Rosji. Przyjmując retorykę popularnego “Gianniego”, dochodzimy do wniosku, że selekcjoner był po prostu zbytnio przywiązany do nazwisk. Jakub Błaszczykowski od pół roku był poza grą, a do tego trapiony kontuzjami nie był w stanie fizycznie udźwignąć rywalizacji na turnieju tej rangi. Grzegorz Krychowiak drugi sezon z rzędu może uznać za zmarnowany i zdecydowanie nie wygląda już na piłkarza, który mógłby stanowić wzmocnienie jakiejkolwiek drużyny z szerokiej czołówki pięciu najlepszych lig na świecie. Z kolei Arkadiusz Milik jest po dwóch bardzo ciężkich kontuzjach, więc również za pewnik należało przyjąć, że atakujący Napoli nie zacznie znowu hurtowo pakować piłki do siatki. Podobnie sytuacja ma się z Kamilem Grosickim, który wprawdzie grał w miarę regularnie w Hull City, ale jakość występów wychowanka Pogoni Szczecin daleka była od zadowalającej.


1-4-2-3-1 to formacja, która przyniosła Polsce sukces na ME we Francji, gdzie Orły Nawałki nie przegrały ani jednego spotkania. Tymczasem po zakończeniu EURO 2016 Nawałka zaczął ustawiać drużynę w dość skomplikowanym wariancie 1-3-5-2, wymagającym wielu spotkań, treningów i analiz, aby faktycznie przyniósł pożądany rezultat. Co jednak znacznie bardziej zadziwiające, gdy ten schemat zawodził, selekcjoner przechodził do mocno eksperymentalnego 1-3-4-3 z Piotrem Zielińskim ustawionym w linii ataku! Na takie manewry w trakcie minionego sezonu Serie A nie zdecydował się nawet szkoleniowiec Napoli Maurizio Sarri, który w momencie problemów kadrowych rozważał ustawienie nominalnego środkowego pomocnika w przedniej formacji.


DLACZEGO TAK?

Znajomość kadry / ciągłość projektu

Biorąc pod uwagę wszystkie mundiale w XXI wieku, na których reprezentacja Polski brała udział, po każdym tak samo zakończonym czempionacie dochodziło do zmiany selekcjonera. Po MŚ w Japonii i Korei z posadą pożegnał się Jerzy Engel, a zastąpił go obecny prezes PZPN, Zbigniew Boniek. Po turnieju w Niemczech na bruku wylądował Paweł Janas, a jego miejsce zajął Leo Beenhakker. Ponadto po nieudanym EURO 2012 stołek selekcjonera musiał opuścić Franciszek Smuda, a jego następcą mianowano Waldemara Fornalika. Jedynie holenderski szkoleniowiec zachował stanowisko po nieudanych Mistrzostwach Europy 2008, ale został zwolniony w czasie kolejnych eliminacji – do mundialu w RPA.


Adam Nawałka pracuje z kadrą od pięciu lat. Odniósł z nią historyczny sukces przed dwoma laty oraz bez większych problemów przedarł się przez eliminacje do tegorocznego mundialu, finiszując na pierwszym miejscu w tabeli grupy E. Z pewnością w przypadku nowej umowy 60-latek chciałby jak najszybciej zatrzeć złe wrażenie i nauczony doświadczeniami z rosyjskiego czempionatu, przywrócić drużynę na właściwą, zwycięską ścieżkę.




Brak realnego, godnego następcy

Największym sprzymierzeńcem Adama Nawałki jest na ten moment… brak innego, odpowiedniego kandydata, który mógłby objąć posadę selekcjonera Biało-Czerwonych. Polska szkoła trenerska jest mało płodna w talenty, a wydaje się, że chociażby ceniony nad Wisłą Marcin Brosz nie jest jeszcze gotowy na tak odpowiedzialne stanowisko. Wielu kibiców widziałoby na tym eksponowanym stanowisku charyzmatycznego Michała Probierza, jednak sam zainteresowany już zdążył zadeklarować, że z Krakowa nigdzie nie zamierza się ruszać.


W takiej sytuacji pozostaje jedynie opcja zagraniczna, jednak i tutaj ruchy są mocno ograniczone. Związkowe finanse mogą pozwolić na zatrudnienie kogoś w przedziale 250-300 tys. € rocznie, co w warunkach europejskich jest kwotą doprawdy drobną. Wydaje się zatem, że Zbigniew Boniek będzie szukał na doskonale mu znanym rynku włoskim. Na giełdzie nazwisk przewijają się na razie Prandelli, Donadoni i Di Biagio.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *