C5TLnx6WQAEhIyS

Po fenomenalnym wtorkowym widowisku w Manchesterze, fani futbolu szybko zostali sprowadzeni na ziemię. Na Estádio do Dragão Juventus po monotonnym spotkaniu pokonał miejscowe FC Porto 2:0. Kluczowe okazały się zmiany dokonane przez Massimiliano Allegriego, ale także czerwona kartka dla Alexa Tellesa, która zdeterminowała przebieg spotkania.

Juventus przyjechał do Portugalii jako wyraźny faworyt dwumeczu, ale nie mógł podchodzić do spotkania na Estádio do Dragão ze stuprocentową gwarancją wygranej. Obie drużyny w swoich ligach kroczą bowiem od zwycięstwa do zwycięstwa, zatem o formę piłkarzy kibice nie musieli się teoretycznie martwić. Massimiliano Allegri, choć miał do dyspozycji wszystkich zawodników, zdecydował się pozostawić na trybunach z powodów dyscyplinarnych Leonardo Bonucciego. Odpowiedzialność za strzelanie bramek w zespole Starej Damy spadła ponownie na kwartet “tenorów”: Juan Cuadrado – Paulo Dybala – Mario Mandžukić – Gonzalo Higuain.


Gospodarze, którzy w fazie grupowej zajęli drugie miejsce ustępując Leicester City, także uniknęli braków personalnych. Trener Nuno Espirito Santo zestawił swój zespół zgodnie z oczekiwaniami w systemie 1-4-1-3-2, a największego niebezpieczeństwa w drużynie Smoków należało się spodziewać ze strony Yacine’a Brahimiego. Dodatkowego smaczku środowej rywalizacji dodawał korespondencyjny pojedynek dwóch wybitnych bramkarzy – Ikera Casillasa i kapitana Juventusu Gianluigiego Buffona.


Początek spotkania, choć z lekką inicjatywą po stronie Smoków, mógł mocno rozczarować postronnego kibica. W grze obu drużyn brakowało pomysłu na rozmontowanie szeregów obronnych rywala, a przede wszystkim jakości. Zarówno gracze Porto, jak i Juve nie potrafili na dłuższą metę utrzymać się przy piłce. Pierwsze dwadzieścia minut to typowe “badanie terenu”, a co gorsza dla fanów, piłkarskie kunktatorstwo obu zespołów nie sprzyjało tworzeniu sytuacji bramkowych. Goście, dysponujący przecież znakomitym środkiem pola w osobach Miralema Pjanicia i Samiego Khediry, długo nie potrafili stworzyć żadnej dogodnej okazji, po której Dybala czy Higuain mogliby stanąć oko w oko z Casillasem. Zupełnie bezrobotny pozostawał natomiast Gianluigi Buffon. Bianconeri przez większą część pierwszej połowy rozgrywali bowiem futbolówkę na połowie Portugalczyków, a jeśli już gospodarze przejmowali piłkę, nie byli w stanie utrzymać się w jej posiadaniu w pobliżu bramki Juventusu. Przełomowym momentem pierwszej połowy, a być może także całego dwumeczu okazały się wydarzenia z 26. minuty. Lewy obrońca Dragões Alex Telles w odstępie zaledwie dwóch minut popełnił dwa bezmyślne faule, za które arbiter Felix Brych nie oszczędził Brazylijczyka odsyłając go do szatni, co znacznie skomplikowało zadanie ekipie Porto.


Wykluczenie Tellesa zdeterminowało decyzję Nuno o zmianie – za podstawowego napastnika André Silvę na murawie zameldował się meksykański boczny defensor Miguel Layún. Przewaga mistrza Włoch jeszcze bardziej się uwypukliła, a okazje bramkowe wydawały się być kwestią czasu. Gospodarze zdani byli od tego momentu niemal wyłącznie na kontrataki i błędy, których, na nieszczęście Porto, Juventus nie popełniał. Próby podopiecznych Allegriego nie stanowiły jednak problemu dla doświadczonego Casillasa, który przed przerwą nie został solidnie przetestowany. Dość powiedzieć, że pierwszy celny strzał w meczu oddał dopiero w 33. minucie Miralem Pjanić. Po jednym z dośrodkowań w pole karne wbiegł Sami Khedira, ale uderzenie głową w wykonaniu Niemca było zbyt anemiczne. Dominacja Juventusu osiągnęła pokaźne rozmiary, dlatego kibice Starej Damy mogli się niecierpliwić, że ich ulubieńcy długo nie potrafią udokumentować swojej przewagi.

Wszystkich elektryzowała osoba niemieckiego arbitra Felixa Brycha, który od momentu wyrzucenia z boiska Alexa Tellesa stał się głównym wrogiem portugalskiej publiczności zgromadzonej na Estadio do Dragão. Doświadczony sędzia nie ulegał jednak presji trybun i konsekwentnie odgwizdywał swoje racje. W 39. minucie bliski zmylenia Casillasa był… jego własny obrońca, od którego odbiła się piłka po uderzeniu Higuaina, ale hiszpański golkiper pozostał czujny i instynktownie wybił piłkę na rzut rożny. Największe gwiazdy ekipy ze stolicy Piemontu w pierwszej połowie nie błyszczały pełnym blaskiem. Dyskretny występ notował Paulo Dybala, po którym wszyscy spodziewali się, że będzie motorem napędowym akcji lidera Serie A – szczególnie po ostatnim, świetnym meczu ligowym przeciwko byłym kolegom z Palermo. Argentyńczyk dał o sobie znać dopiero w samej końcówce pierwszej odsłony, kiedy zza pola karnego uderzył w słupek.


Premierowe 45 minut cechowała duża jednostronność. Porto, nawet grając w jedenastu, prezentowało się nader przeciętnie, a czerwona kartka kompletnie “odcięła prąd” piłkarzom Nuno.


Początek drugiej części spotkania nie zmienił obrazu gry. Juventus nadal kontrolował boiskowe wydarzenia i w równie “spektakularny” sposób co przed przerwą bił głową w mur. Włosi rozgrywali swoje akcje w sposób różnorodny, ale Porto, mimo braku jednego zawodnika, było czujne i właściwie ustawione we własnej “szesnastce”. Aktywniejsi niż w pierwszej połowie byli boczni defensorzy Bianconerich – Lichtsteiner i Alex Sandro – którzy raz po raz podłączali się do akcji ofensywnych. Starał się Dybala, który poza strzelaniem na bramkę Casillasa rozgrywał także piłkę, rozczarowywał natomiast Higuain. Lider klasyfikacji strzelców Serie A był zupełnie poza grą i nie stanowił żadnego zagrożenia pod polem karnym rywali.

Źródło: UEFA
Źródło: UEFA

Gościom brakowało ostatniej pieczęci na każdej rozgrywanej przez nich akcji. Portugalczycy nie mieli w drugiej połowie absolutnie nic do powiedzenia. Nie meldowali się nawet w pobliżu bramki Buffona, a i wizyty na połowie Juventusu były rzadkością. Przewaga Starej Damy była tak zdecydowana, że należało zachodzić w głowę, jak Casillas mógł jeszcze nie wyciągać piłki z siatki. W końcu nadeszła jednak przełomowa 72. minuta – piłka odbiła się od rezerwowego Layúna, trafiła do Marko Pjacy, a chorwacki zmiennik pewnym strzałem pokonał golkipera Smoków. Napastnik, o którym pisaliśmy w jednym z odcinków naszego cyklu Montags Spielplan, udowodnił, że jest talentem czystej wody. Zaledwie kilkadziesiąt sekund później Casillas schylał się po piłkę po raz drugi, kiedy to celne dośrodkowanie Alexa Sandro wykorzystał jego rodak, inny rezerwowy Dani Alves, którego trafienie mocno przybliża Juventus do kolejnej rundy.


Allegri okazał się być wytrawnym taktykiem, bowiem dokonane przez niego roszady personalne nie tylko ożywiły grę, ale co najważniejsze, odmieniły wynik. Do końca spotkania mistrzowie Italii kontrolowali jego przebieg i nie dopuszczali gospodarzy na własną połowę, a sami wciąż stwarzali zagrożenie. Wyrachowany futbol zaproponowany przez Juventus przyniósł efekty nie po raz pierwszy w tym sezonie. Piłkarze z biało-czarnej części Turynu znów udowodnili, że potrafią wygrywać spotkania, w których nie nie grają efektownej piłki.


Porto? Abstrahując od czerwonej kartki, którą ujrzał Telles w pierwszej połowie, wicelider Primeira Liga nie dał żadnych argumentów przemawiających za tym, że w rewanżu na Półwyspie Apenińskim można jeszcze odrobić straty. Juventus, pod warunkiem, że nie zlekceważy rywala, nie powinien mieć najmniejszych problemów z awansem do ćwierćfinału.


 FC Porto 0:2 Juventus Turyn 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *